Nie mogę tego znieść i poddać się otaczającej ze wszystkich stron hipokryzji władzy, firm farmakologicznych, kolegów lekarzy, naszym pseudozwiązkom, izbom-przyzbom - wszyscy "robią co mogą dla dobra pacjenta", a przecież to lipa bo wszystkim zależy na swoim interesie, swoim świętym spokoju, unikaniu problemów. Niestety to zjawisko ogólnoświatowe, dlatego w US tak nie lubią prawników i lekarzy (a oni to mają gdzieś bo i tak koszą) - to coraz bardziej widzę i u nas.
Ale ad rem, tzn teoria mija się z praktyką coraz wyraźniej. Sposób leczenia doskonały w tzw badaniach międzynarodowych, wieloośrodkowych (=doskonałych) po latach doświadczeń praktyków okazuje się czasami zabójczy dla chorego. gdzie są winni, już dawno mają to gdzieś. Pamiętacie tzw hormonalną terapię zastępczą? "ratującą chorych wieńcowych"? leki na odchudzanie, które teraz nazywa się truciznami (dalej do kupienia w internecie mimo że zginęła dziewczyna), jakaś statyna wycofana w starciu firm z US, bo zabija...Ile habilitacji, doktoratów, publikacji, prezentacji bez sensu, że powinno być wstyd. Mi też bo gadałem głupio kiedyś i teraz pewnie też. Coraz mniej tzw uczciwych lekarzy z porządną wiedzą, coraz więcej agresywnych bomisiów, zwykle nie chorych ale wykorzystujących środki dla chorych. Coraz więcej też nas lekarzy wmawiających choroby i mnożących badania, niepotrzebne leczenie, bo kasssa. Pytanie tylko, czy jak dobrałbym się do szczegółów to nadepnę na odcisk ważnym tego świata i wylecę w powietrze? Przecież inni też dużo widzą, ale uszy po sobie by przetrwać do emerytury, a młodzież musi robić doktoraty i habilitacje i siedzi cicho. A leki i tzw procedury (szczegóły potem) działają, pomagają, trują, dobijają (You know what I mean, hope)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz